Filmy i reżyserzy


Przybliżamy Państwu mistrzów KINA - wybitnych reżyserów, aktorów, operatorów zdjęć czy kompozytorów muzyki filmowej.
Chcemy przypomnieć filmy, które stały się legendami, jak i pokazać dzieła które niesłusznie zostały zapomniane, pominięte. Chcemy również przyjrzeć się współczesnej kinematografii.

Informacje o reżyserze, jego filmie/ach, elementy biografii, nagrody, ciekawostki ad. danego twórcy prezentujemy przed, i po danym seansie SKF. Jeżeli starcza nam czasu pojawiają się one także tutaj. :)


JERZY KAWALEROWICZ

"...Kino było wszystkim" 1922-2007

Był jednym z ostatnich wielkich mistrzów. Razem z nim odchodzi pewna epoka. Epoka ludzi dla których kino było wszystkim...

Urodził się w 1922 r.w Gwożdżcu, na kresach (dzisiejsza Ukraina), w licznej rodzinie hojnie obdarzonej talentami artystycznymi. W latach 1945-1946 uczęszczał na tzw. Warsztaty Filmowe Młodych w Krakowie. Początkowo są to luźne, nieformalne spotkania ludzi zainteresowanych filmem. Na ich bazie powstaje później Instytut Filmowy, w ramach którego organizuje się Kurs Przeszkolenia Filmowego. Kawalerowicz staje się jednym z 50-ciu kursantów. W 1946 roku Kawalerowicz asystuje przy propagandowym filmie Leona Buczkowskiego pt."Chłopskie ręce".
Przygotowanie do zawodu trwa niecałe 4 lata. Przez ten czas. Współpracuje także z Jerzym Zarzyckim i Wandzie Jakubowskiej, która realizuje głośny "Ostatni etap" w w 1950 roku razem z Kazimierzem Sumerskim zadebiutował jako reżyser „Gromadą".
W ciągu życia nakręci tylko 17 filmów. "Lenistwo nie pozwala mi robi byle czego" - powiadał.
Po zrealizowaniu "Celulozy" (1953) zostaje okrzyknięty polskim neorealistą. Współpracuje z włoskim reżyserem Aldo Vergano (m.in. "Słońce wschodzi") przy "Czarcim żlebie".
Był perfekcjonistą w swoim zawodzie, ale był przede wszystkim artystą. Długo szukał tematów, nie szedł za modą. Jego twórczość nie daje włożyć się do konkretnej szuflady. Nie był przywiązany do szkoły polskiej czy innego nurtu. Mówił : "Nie mam żadnego credo artystycznego, nie chcę powtarza ani siebie, ani innych".
Jego główne zainteresowania filmowe to miłość,wiara i polityka. Spośród swoich filmów najwyżej cenił "Matkę Joannę od aniołów"(1961).
"Matka..to mój najbardziej perfekcyjny obraz - powiedział kiedyś- treść i forma tworzą w nim integralną całość. Wiele lat póżniej pomyślałem, że nie mógłbym tego zrobić inaczej".
Był pracoholikiem, nie potrafił wypoczywać - przebył trzy zawały serca.
Przygotowania do adaptacji "Faraona"(1965) trwały 4 lata. "Najpierw były lektury, potem podróże dokumentacyjne, zwiedzanie muzeów, konsultacje, projekty dekoracji, dobór aktorów, statystów, budowanie scenografii. Zdobyłem taką wiedzę, że mógłbym chyba obronić doktorat z egiptologii"- wspomina reżyser.
Krytycy wysoko oceniają subtelny i kameralny dramat psychologiczny "Pociąg"(1959).
"Zawsze szukam tematów uniwersalnych, nie lubię w sztuce dorażności" - mawiał.
Od czasu realizacji "Faraona" pojawiają się nowe tematy w twórczości reżysera, ukazane w odmiennej perspektywie. "Śmierć prezydenta"(1977), "Austeria"(1984),"Jeniec Europy"(1989) podejmują refleksje natury politycznej, historycznej i moralnej, a kameralny dramat psychologiczny schodzi na dalszy plan.
W tym okresie swojej twórczości Kawalerowicz zafascynowany jest kinem refleksyjnym.
Jego ostatni film „Quo vadis” spotkała się z nienajlepszym przyjęciem polskiej krytyki, ale do kin przyciągnęła ponad 4 mln osób. Zresztą Kawalerowicz zawsze miał swoją wierną widownię. Jego filmy obejrzało łącznie ponad 25 mln widzów (samego „Faraona” 7 mln.). Poza granicami zdobył wiele prestiżowych nagród na festiwalach, m.in. w Cannes i Berlinie, miał nominację do Oscara.
Przez ponad 40 lat należał do PZPR, aż do upadku partii.
Zwiedził kawał świata: niemal całą Europę, był także w Argentynie, Ameryce, Brazylii, w Indiach i w Japonii. Nigdy jako turysta. Jego podróże zawsze związane były z filmami.
"Kolejne filmy zawsze wyznaczały etapy mojego życia - wyznał. - Kiedy się udawało przeżywałem euforię, kiedy się nie udawało - była tragedia. Angażowałem się w pracę całkowicie. Taki jest ten zawód. Kiedy pracowałem, nic innego nie istniało. Czuję się trochę tak, jakbym żył siedemnaście razy".


FILMOGRAFIA :

1951 - "Gromada" (J. Kawalerowicz/ K. Sumerski)
1953 - "Celuloza"
1954 - "Pod gwiazdą frygijską" (II część filmu "Celuloza")
1956 - "Cień"
1957 - "Prawdziwy koniec wielkiej wojny"
1959 - "Pociąg"
1961 - "Matka Joanna od Aniołów"
1965 - "Faraon"
1969 - "Gra"
1971 - "Maddalena" (włosko-jugosł.)
1977 - "Śmierć prezydenta"
1980 - "Spotkanie na Atlantyku"
1982 - "Austeria"
1989 - "Jeniec Europy"
1990 - "Dzieci Bronsteina"
1995 - "Za co?" (polsko-rosyjski)
2001 - "Quo vadis

R.N.



JAN HIMILSBACH - MARCEL PROUST Z POD BUDKI Z PIWEM

Tym mianem miał podobno określić Himilsbacha Tadeusz Konwicki. Trudno się pod tym nie podpisać. Janowi Himilsbachowi absurd towarzyszył od początku - w metryce jego urodzenia pijana urzędniczka wpisała nieistniejącą datę 31 listopada. Inni mówią, że za pomyłkę odpowiada ojciec naszego bohatera, który po intensywnym świętowaniu narodzin syna nie mógł sobie przypomnieć właściwej daty. Tak czy siak - zawinił alkohol. Sam Himilsbach mówił zawsze ze zdziwieniem: "Jeden dzień w tą, jeden dzień w tamtą, co za różnica"...
*
Legendarne powiedzonka - "wnuki Koryntu", "kurwy lekkich obyczajów"
*
Przed barem "Zodiak" w Warszawie, gdzie robotnicy układali chodnik:
- "Tyle dróg budują, tylko, kurwa, nie ma dokąd iść!".
*
W hotelu, gdzie dzielił pokój ze znawcą antyku, poetą, Mieczysławem Jastrunem:
- "Ustalmy: szczamy do umywalki czy nie?".
*
Gdy zaproponowano mu rolę Hamleta i nie doszło do premiery:
- "Hamlet to nudna rola, a Ofelia zwykła szmata".
*
Na scenie Kabaretu "Pod Egidą" Jan Pietrzak bezskutecznie namawiał go do zakończenia spontanicznego popisu:
- Jasiu, zejdź!
- Zejdę, jak zejdzie Edward Gierek!!! - Odparł Himilsbach.
*
Plotka głosi, że w dwa dni po pogrzebie Maklaka Himilsbach zadzwonił do jego matki.
- Zdzisiek jest? - pyta zachrypniętym głosem.
- Ależ panie Janku - dziwi się matka - przecież pan wie, że Zdzisiek umarł.
- Wiem, kurwa, ale mi się w to wierzyć nie chce. Bardzo panią przepraszam.
*
Któregoś dnia do warszawskiego "Spatifu" wszedł przewodniczący Komitetu Kinematografii - partyjny "książę", od którego zależały wszystkie ówczesne produkcje. Kłaniał się grzecznie panom aktorom, panowie aktorzy z poszanowaniem, odpowiadali ukłonami. "Książę" usiadł, zamówił herbatkę. Nagle spostrzegł Janka.
- Dobry wieczór panie Janku... - Rzekł w swej łaskawości. Na to Himilsbach:
- Uważaj w którą stronę mieszasz, chuju!
*
W Rejsie Himilsbach nazywał się Sidorowski na cześć ówczesnego dyrektora Spatifu, który z powodu jakiejś rozróby dał mu kiedyś czasowy szlaban na zabawy w lokalu.
*
Kolejna anegdotka z "Rejsu" dotyczy synka Mamoniów, który zachował się bardzo nieprzyzwoicie i pozbawił Sidorowskiego posiłku. Któregoś razu, kiedy milicja zatrzymała wstawionego Jana Himilsbacha, Marek Piwowski poszedł na komisariat, by wyjaśnić sprawę. Komendant posterunku zgodził się nie wyciągać konsekwencji, pod warunkiem, że w filmie zagra jego synek. I stąd wziął się mały Romuś (vel Wojtuś).
*
W latach 80-tych Himilsbach pracował w kabarecie. Na którymś z wyjazdów do pokoju w hotelu zakwaterowano mu „przyzwoitkę”. Miał on pilnować, żeby Jasiu nie nadszarpnął swojego zdrowia i był sprawny dnia następnego. Rozpakowali się i Jasiu daje komendę:
- Chodź idziemy do baru. Mam na jedno piwo.
- Nie jest źle, nie ma pieniędzy, więc nie przeholuję – pomyślał „opiekun”.
Zeszli. W barze pojawiło się zaraz kilka osób z nieograniczoną zdolnością finansową. Każdy chciał wypić zdrowie z Panem Jankiem. Gość miał czuwać nad tym, by Himilsbach nie wypił za dużo. Był w sytuacji dość niezręcznej. Nie chciał zachowywać się gruboskórnie, postanowił więc większość alkoholu przyjmować na siebie, by jakoś chronić Janka. Około godziny drugiej Himilsbach spotkał się przy windzie z Jurkiem Cnotą.
- Co, zjeżdżasz do baru? - pyta Cnota.
- Cały czas jestem. Odprowadziłem tylko Mamcarza, ma strasznie słabą głowę. Kogo mi oni dali do pokoju! - wychrypiał oburzony Himilsbach.
*
Himilsbach pił kiedyś piwo na środku Marszałkowskiej. Podeszła do niego staruszka
- Co Pan tu, proszę Pana, sieje zgorszenie? Piwo Pan pije na środku ulicy?
- Babciu - powiada Janek - pani nie wie o co chodzi, ja do organizmu wprowadzam bajkowy nastrój.
*
Od śmierci Maklakiewicza - Himilsbach coraz rzadziej pojawiał się w Alejach (chodzi o "Spatif"). Był schorowany i stan zdrowia nie pozwalał mu na zabawy tak huczne, jak dawniej. Nie miał już swojej charakterystycznej chrypy, mówił szeptem, chodził z trudem. Znany warszawski lekarz, codzienny gość "Spatifu", wyznaczył mu więc alkoholowy limit - sto gram dziennie. Jednak w niedługi czas potem zobaczył Himilsbacha w stanie wskazującym na spożycie większej ilości.
- Jasiu! A nasza umowa - karcił aktora - miałeś poprzestać na stu gramach?!
- A ty myślisz, że ja tylko u ciebie się leczę? - spokojnie odparował Himilsbach.
*
Z powodu notorycznego alkoholizmu Himilsbacha, żona wychodząc na miasto zamykała Jaśka w domu, bez kluczy. Niestrudzony w pijaństwie Jasiek wszedł jednak w układy z listonoszem. Wypatrywał go w oknie, a gdy ten nadchodził rzucał mu kasę na flaszkę. Listonosz z gorzałą przychodził pod drzwi Himilsbachów, pukał i otwierał flaszkę. Jasiek przez dziurkę od klucza wysuwał cienki wężyk i doił…
*
Swego czasu w "Spatifie" do toalety wtacza się nieźle wstawiony Janek. Załatwiwszy swoją sprawę, zostawia babci klozetowej na tacy banknot o zdecydowanie zbyt dużym nominale. Spostrzegłszy to babcia wybiega za aktorem:
- Panie Janku, ale to za dużo, pan się pomylił, oddaję, ja jestem uczciwa...
- I dlatego tu, kurwa, siedzisz – skwitował Himilsbach.
*
Dwa dni przed rozpoczęciem zdjęć do Rejsu, Himilsbach został aresztowany za jakąś awanturę w kawiarni. Siedzi osowiały z opatrunkiem na głowie. Milicjant sporządzając protokół, wypełnia poszczególne rubryki:
- Zawód?
- Literat.
- Nazwisko?
- Himilsbach.
- Imię?
- Jan.
- Zameldowany?
- Warszawa, ulica Żeromskiego. Tylko nie pisz chuju przez "er zet”!
*
W hotelu Monopol we Wrocławiu dostał się Himilsbachowi pokój, w którym kiedyś mieszkał Hitler. Późnym wieczorem Jasiu dzwoni do recepcji z awanturą, że w pokoju wszystko cuchnie mu Adolfem, że to skandal...
- Ależ panie Janku, to było tak dawno! Od tego czasu przeprowadzono kilka remontów, wymieniono wszystkie meble.
- Ale mogliście też kurwa wymienić pościel!
Po tym incydencie w hotelach zawsze sypiał na dywaniku.
- Łóżka są takie miękkie, że cały się zapadam. A wtedy mógłbym się udusić rzygowinami.
*
Dialog przed sklepem:
- Zdzichu, to ile w końcu bierzemy? Jedną czy dwie?
- Eee, dwie to będzie za dużo, jedną chyba.
- A jak zabraknie?
- No dobra Jasiu, weźmy dwie.
- Dzień dobry. Prosimy skrzynkę wódki i dwie oranżady.
*
„Brunet wieczorową porą”: - Poproszę dwa piwa. Albo nawet trzy.
*
Mama z synkiem idąc ulicą zauważyła leżącego w kałuży pijaka. Pokazując na niego palcem, mówi do synka:
- Widzisz synku, jak się nie będziesz uczył, to tak skończysz.
Na to synek oburzony:
- Ależ mamo, to jest nasz wspaniały aktor i literat, Jan Himilsbach.
Na te słowa Janek wynurzył się z kałuży i z charakterystyczną chrypką przemówił:
- I co, kurwa, głupio ci?!
*
Swego czasu Jan Himilsbach miał propozycję zagrania w zachodnim filmie. Był jednak pewien warunek angażu: aktor musiał opanować język angielski. Ponieważ początek zdjęć był jeszcze sprawą bardzo odległą, nauczenie się języka w przynajmniej podstawowym zakresie było całkiem realne. Po długim namyśle Jasiu jednakże odmówił. Kiedy znajomi pytali go o powody tak niecodziennej decyzji (w końcu rola w filmie na Zachodzie to nie było za komuny w kij dmuchał), aktor wypalił szczerze:
- Pomyślcie sami - ja się nauczę angielskiego, a oni jeszcze gotowi odwołać produkcję filmu. I co wtedy? Zostanę jak głupi z tym angielskim...

Cały Jasiu...

W naszej Galerii : Jan Himilsbach 1931? - 1988